Gabija
To już szósty Tydzień Miłosierdzia! Pamiętam, że Donatę znałam od dawna (siostra!), a Dovilę i Laurę od kilku miesięcy – poznałyśmy się w jednej z grup modlitewnych. Wszyscy byłyśmy na różnych ścieżkach, niedawno wróciliśmy do Kościoła Katolickiego. Chrystus NAPRAWDĘ PRZYSZEDŁ w tamtą Wielkanoc, więc kiedy wróciłyśmy do Wilna, bardzo chciałam pójść na Mszę św.
Spotykałyśmy się w poniedziałek w Sanktuarium Miłosierdzia. Potem wtorek, środa, czwartek, piątek i SOBOTA. Ta sobota była bardzo ciepła – wszystkie kawiarnie na świeżym powietrzu były pełne. Po raz pierwszy wzięłyśmy udział w procesji Drogi Światła. Po raz pierwszy dołączyłam do grona moich katolickich braci i sióstr. Szłam i cieszyłam się, że idę, a nie siedzę przy jednym z tych stolików. To wymagało odwagi. W końcu moi przyjaciele mogą zobaczyć! Po Tygodniu Miłosierdzia kościół opustoszał, goście wyszli, a ja zaczęłam rozpoznawać miejscowych. Nieśmiało zaczęliśmy się witać i poznawać. Pamiętam, że kiedy byłam na Mszy św., rozejrzałam się po naszej małej grupce i pomyślałam: „Gdyby na całym świecie było tylko tylu z nas, którzy kochają Jezusa, czy nadal bym wierzyła?”. Odpowiedź brzmiała: TAK! Nie jest nas wielu, ale nie jestem sama. Gdybym była sama, nie byłoby Kościoła. Jestem wdzięczny za dar przyjaźni, który otrzymałam na samym początku mojej wiary! Na samym początku nie rozumiesz wielu rzeczy lub wydaje ci się, że jesteś jedyną osobą, która nie rozumie, dlatego ważne jest, aby mieć przyjaciół, którzy wyjaśnią i potwierdzą, że tak samo jest w ich przypadku. Wszystko jest prawdziwe.
Donata
Po raz pierwszy zetknęłam się z obrazem Jezusa Miłosiernego w 2011 roku, kiedy Litwa ogłosiła Rok Miłosierdzia Bożego. Byłam wtedy w 11-klasie i właśnie wtedy uznałam się za ateistkę. Za każdym razem, gdy przechodziłem obok Placu Katedralnego, na którym znajdował się obraz, narzekałam na niego, ponieważ bardzo mnie irytował. Napis „Jezu, ufam Tobie” był jeszcze bardziej prowokujący, ponieważ zaufanie było dla mnie bardzo wrażliwym miejscem. No i był jeszcze Jezus, którego istnieniu wówczas zaprzeczałam. Obraz wyglądał bardzo nieestetycznie. Ale wkrótce wydawało się, że nic w życiu nie jest ważniejsze niż Boże Miłosierdzie. Znalazłam się w sanktuarium przez przypadek, ale od tamtej pory tam pozostałam. W tamtym czasie wydawało mi się, że całe moje życie i wszystko, co zawierało, zawaliło się. Kluczowe dotknięcia Bożej łaski przyszły podczas adoracji i spowiedzi. Pomimo faktu, że byłam zranioną, kruchą dziewczynką, coraz więcej przypraw radości zaczęło pojawiać się w kielichu mojego cierpienia. Nie mogłam zrozumieć, co się ze mną dzieje, jak cierpienie może iść w parze z radością. To zrodziło pragnienie wychwalania Bożego Miłosierdzia. Chwalić radością i pieśnią. Boże Miłosierdzie stało się dla mnie źródłem siły, miłości, radości i wolności. Czuję się jak w domu na całym świecie, jeśli znajdę mały kościółek z Jego obrazem. A Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Wilnie jest dla mnie domem.
Laura
Pewnego dnia, ponad 6 lat temu, Dovilė mówi do mnie: „ Przyjaciółko, jest pewna sprawa. Jest świątynia i musimy tam pojechać, zostać na noc, aby była otwarta 24 godziny na dobę”. W tamtym czasie nie bardzo wiedziałam, co to znaczy adorować, ponieważ byłam dość daleko od wiary katolickiej i nie chodziłam do kościołów. Poszłyśmy. Wtedy nie rozumiałem euforii Dovilė na temat niesamowitości Miłosierdzia, ponieważ nie sądziłam, że jest tak pięknie, a i obraz był taki sobie „nieartystyczny”, a i ksiądz był taki specyficzny, i ludzie tacy dziwni… Wyobrażam sobie, że Bóg musiał się uśmiechać na widok moich myśli, bo i sama teraz o tym przypominam z uśmiechem. W końcu teraz mam od bierzmowania na imię Faustyna i nigdy w życiu nie patrzyłam na żaden obraz z taką uwagą, spokojem i głębią (oczywiście nie traktując go jako dzieła sztuki), a ksiądz jest cudowny, a wszyscy ludzie to ukochane dzieci Boże… Choć było wiele różnych dróg do Jezusa, to najmocniejszym sposobem poznawania Go w moim życiu było przyjmowanie Jego niezgłębionego miłosierdzia w taki sposób, w jaki jestem w stanie z tym, co mam i jaka jestem. I jest to niekończący się proces, ponieważ to prawda: Boży skarb miłosierdzia jest niewyczerpany.
Dovilė
Nienawidziłam swojego imienia, odkąd byłam nastolatką. Był czas, kiedy robiłam mamie wyrzuty i pytałam, dlaczego wybrała je dla mnie. Myślałam sobie: dlaczego nie jestem Akvilė albo Živilė? Dlaczego Dovilė? Z wewnętrznego zranienia nie akceptowałam siebie. Mijały lata, studiowałem, tworzyłam, szukałam. W tym czasie mój sąsiad, grafik, stworzył dla mnie kreatywny znak – logo z trzema literami „gud” jako graficznym symbolem mojego nazwiska. Od tego czasu stałam się Dovilė Gud. Zaczęło mi się to podobać, zwłaszcza gdy odkryłam, że „gud” oznacza Boga (po duńsku). To był mały cud, że moje imię było wspanialsze ode mnie. Lata mijały, a ja szukałam szczęścia, sensu i samj siebie, ale szczęście wydawało się tak ulotne… w moich poszukiwaniach najadłam się wieloma świństwami i powoli, powoli umierałam. Ale Ten, który zbawia, przyszedł, wziął mnie za rękę i zawołał: „Talita KUM!”, Dziewczyno, mówię ci, WSTAŃ! ON sprowadził mnie z powrotem do domu, na Litwę, a jednocześnie uczynił cały świat – Niebo i Ziemię – Domem. Ponieważ dom jest tam, gdzie On jest.
Pierwszy raz odwiedziłam Sanktuarium Bożego Miłosierdzia 31 grudnia 2012 roku, w Sylwestra. Nie wiedziałam, czym jest adoracja, ale wiedziałam, że to On podał mi rękę i kazał wstać. Wkrótce potem zebrała się jednostka – nasza CZWÓRKA: Laura, Donata, Gabija i ja. Codziennie odwiedzałyśmy Sanktuarium i rozmawiałyśmy o Bożym Miłosierdziu aż do północy. To był nasz początek, żartobliwie nazywałyśmy siebie „tajnym zgromadzeniem” (którego starszą została nasza najmłodsza siostra, Donata). Z zewnątrz wyglądałyśmy jak 4 wariatki, ale nie przejmowałyśmy się tym wizerunkiem.
W 2014 roku razem z Laurą i Donatą przygotowywałyśmy się do sakramentu bierzmowania. Wszyscy wybierałyśmy imiona. Dużo myślałam o Piotrze, który zaparł się Jezusa. Modliłam się: „Boże, daj mi, pokaż mi imię”. I nagle sięgnąłem do Biblii, do Dziejów Apostolskich, do miejsca, w którym jest mowa o tym, jak Piotr wskrzesił Tabitę z martwych w Joppie. Piotr mówi: „Tabito, wstań!”. Tak jak Jezus powiedział: „TALITA KUM!”. Tabita była młodą kobietą, krawcową, która szyła ubrania dla wdów i była znana ze swoich uczynków miłosierdzia. A więc – Tabita Bożego Miłosierdzia! (D.G.Dovile Gud) Oto takie piękne małe zbiegi okoliczności, mierzone z precyzją średnicy jedwabnej nici. Przed sakramentem bierzmowania był Tydzień Miłosierdzia Bożego i święta Faustyna tak do nas przemówiła, że wszystkie postanowiłyśmy przybrać imię świętej Faustyny. Każda po kolei mówiła do biskupa: FAUSTYNA, FAUSTYNA, FAUSTYNA (Gabija była bierzmowana jako nastolatka, ale dla mnie też jest Faustyną). A nasz rektor, ks. Vaidas, nazywa nas CZTEREMA MARIAMI, co jest dla nas bardzo cenne. Spróbuję więc powiedzieć wam, jak mam na imię – Tabita Bożego Miłosierdzia, Dovilė (Dawczyni Nadziei), Maria, Faustyna, Gud (Gudačiauskaitė) – oto pełna arystokratyczna wersja tego, kim jestem, bo czy wiecie, kto jest moim Ojcem? Wspaniałą rzeczą jest to, że wszyscy mamy królewską naturę, po prostu czasami potrzeba czasu, aby to zrozumieć.
Miłosierdzie naszego Pana będę wychwalać na wieki!
(Kwiecień 2019 r.)